Czwartek, 29 czerwca 2017r.

Imieniny: Piotra, Pawła

Strona główna / Wywiady / Gdzie kończy się wolność słowa w internecie?

Wywiad z Jakubem Kołtunem

Gdzie kończy się wolność słowa w internecie?

Niedawno na naszym portalu zmieniliśmy system komentowania naszych artykułów. Wiemy, że możliwość pisania pod pseudonimem często jest powodem „hejtów”, czyli tak zwanej mowy nienawiści. O tym gdzie znajdują się granice wolności słowa oraz o odpowiedzialności za takie postępowanie spytaliśmy radcę prawnego Jakuba Kołtuna.

eLuban.pl: Kto ponosi odpowiedzialność za obraźliwe wpisy? Ostatnio dużo się mówi, że za takie wpisy odpowiadają administratorzy strony. To prawda?

Jakub Kołtun: Rzeczywiście sądy starały się przerzucić tę odpowiedzialność na administratorów. Sąd Najwyższy szybko jednak takie interpretacje odrzucił. Pełną odpowiedzialność ponosi osoba, która dany wpis stworzyła. Nikogo nie chroni w tym przypadku nick czy pseudonim, pod którym takie treści publikuje. Namierzenie kogoś po numerze IP nie jest aktualnie żadnym problemem i to wpisujący ponosi pełną odpowiedzialność za swoje słowa.

eLuban.pl: Gdzie kończy się wolność słowa w internecie? Czy możemy pisać to co chcemy?

Jakub Kołtun: Tutaj obowiązuje ogólna maksyma - Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W tym przypadku musimy starać się, aby nie naruszyć dóbr osobistych innych osób.

eLuban.pl: Jakie przepisy możemy złamać pisząc w internecie? Jakie prawo obwiązuje komentujących?

Jakub Kołtun: Przede wszystkim musimy odróżnić odpowiedzialność cywilną i karną. W pierwszym przypadku kodeks cywilny przewiduje odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych, takich jak cześć i godność. Osoba, która czuje się obrażona komentarzem, może złożyć do sądu cywilnego pozew, w którym domagać się może przeprosin, sprostowania, a także zadośćuczynienie dla siebie lub na cel społeczny, np. schronisko, dom dziecka czy fundację.

eLuban.pl: A jak sprawa „hejtów” wygląda w kodeksie karnym?

Jakub Kołtun: W Kodeksie Karnym mamy dwa różne typy przestępstw, pomówienie (art. 212 k.k.) oraz znieważenie (art. 216 k.k.). W pierwszym przypadku, czyli przy pomówieniu, jeżeli komentując pomówimy kogoś za pomocą środków masowego komunikowania, w tym internetu, a więc także np. na łamach portalu eLuban.pl, to musimy się liczyć nawet z karą pozbawienia wolności do roku.

eLuban.pl: Czym dokładnie jest pomówienie?

Jakub Kołtun: Najprościej rzecz ujmując jest to zarzucenie komuś jakiś cech, oskarżenie o coś. Przykładowo piszemy komentarz „Radny X jest złodziejem” czy „Policjant Y jest łapówkarzem” - to jest to oczywiste pomówienie. I tutaj, tak jak w przypadku prawa cywilnego, sam pokrzywdzony musi wystąpić z odpowiednim wnioskiem do sądu karnego, czyli z prywatnym aktem oskarżenia. Rzadko zdarza się, że prokuratura sama wszczyna w takich sprawach postępowanie. Musiałby za tym przemawiać interes społeczny.

eLuban.pl: Co jednak, gdy „Radny X” rzeczywiście jest złodziejem? Przecież wtedy nie pomawiamy tej osoby, a jedynie stwierdzamy fakt.

Jakub Kołtun: Stosuje się tutaj tzw. test prawdy. Jeżeli wspomniany radny stwierdzi, że złodziejem nie jest, to my musimy być w stanie udowodnić, że rzeczywiście posiadamy dowody potwierdzające naszą tezę. Jeżeli jesteśmy w stanie to zrobić, to nie łamiemy prawa. Nikt nie zabrania nazywania złodzieja złodziejem.

eLuban.pl: Kolejnym przestępstwem jest znieważenie. Czym ono różni się od pomówienia? Dla wielu te słowa stanowią synonimy.

Jakub Kołtun: Znieważenie, z definicji, to ubliżanie, zachowywanie się obraźliwie wobec drugiej osoby. Różnic jest kilka. Przede wszystkim w przypadku pomówienia musi ono trafić do jakiejś grupy odbiorców, np. czytelników portalu. Zniewaga może nastąpić także w cztery oczy. Jeżeli zwrócimy się do kogoś „Ty idioto”, to osobę tę znieważamy. W przypadku tego przestępstwa nie ma tak prostej recepty na stwierdzenie przestępstwa. Test prawdy nie znajdzie tutaj zastosowania. Trudno bowiem będzie udowodnić, że osoba, którą nazwaliśmy „bałwanem”, rzeczywiście nim jest. Kierować musimy się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem, gdyż liczą się przede wszystkim normy obyczajowe przyjęte w danym środowisku, a nie wrażliwość konkretnej osoby. Dla jednej osoby nawet najbardziej niewinne przezwiska mogą wydawać się obraźliwe, musimy jednak stosować kryterium obiektywne. Osoba, która czuje się znieważona, tak jak w pierwszym przypadku, sama musi skierować do sądu prywatny akt oskarżenia. Tutaj również sprawa zakończyć może się grzywną lub ograniczeniem wolności, a przy posłużeniu się środkami masowego komunikowania, nawet pozbawieniem wolności do roku.

eLuban.pl: Cały czas mówimy o przypadkach personalnych. A co jeżeli ktoś napisze, że „Politycy z frakcji Y to matoły”?

Jakub Kołtun: Oczywiście, że za to również można odpowiedzieć. Można obrazić całą grupę, np. wyznaniową - katolików, zawodową – policjantów czy jednostkę organizacyjną – ZUS, partię polityczną czy nawet firmę. Krąg osób jest tutaj niemal nieograniczony.

eLuban.pl: A co jeżeli obrazimy użytkownika, który pisze anonimowo? Czy może on żądać zadośćuczynienia?

Jakub Kołtun: Tak, choć w tym przypadku raczej musimy się liczyć z odpowiedzialnością za znieważenie, a nie za pomówienie, które przecież musi wskazywać konkretną, możliwą do identyfikacji osobę czy grupę osób. Jednak anonimowość obrażanego, kryjącego się za nickiem, nie wyłącza jego godności. Także taka osoba może chronić swoją cześć i inne dobra osobiste.

eLuban.pl: Zdarzają się przypadki przekręcania nazwisk, eufemizmów, nawiązywania do kogoś, aluzji. Czy takie zabiegi chronią przed odpowiedzialnością? Ktoś może bronić się, że mógł mieć na myśli kogokolwiek.

Jakub Kołtun: Takie stwarzanie pozorów, pisania nie wprost, nieużywanie pełnego nazwiska w żadnym przypadku nie chroni nas przed odpowiedzialnością. Tutaj stosujemy test „przeciętnego odbiorcy”. Jeżeli wszyscy właściwie potrafią domyślić się o kogo chodzi to tak jakby użyć pełnego imienia i nazwiska. Przykładem jest dość głośna sprawa Weroniki Rosati. Wytoczyła ona sprawę Andrzejowi Żuławskiemu za książkę pt. „Nocnik”, bowiem fikcyjna postać w niej występująca bardzo kojarzyła się z aktorką. Sąd stwierdził, że istnieje możliwość identyfikowania fikcyjnej bohaterki książki z powódką oraz przypisanie jej "cech obraźliwych i fałszywych" i zasądził na rzecz aktorki zadośćuczynienie. A więc takie uniki nas nie uchronią przed odpowiedzialnością.

eLuban.pl: No a jak jest z krytyką, wygłaszaniem własnych poglądów?

Jakub Kołtun: Nie jest tak, że krytykować nie wolno. Prawo do krytyki jest jedną z wolności obywatelskich, co podkreśla w swoich wyrokach choćby Europejski Trybunał Praw Człowieka. Musi to mieścić się jednak w określonych granicach. Z krytyką liczyć muszą się przede wszystkim osoby piastujące publiczne stanowiska. Krytyka jest jak najbardziej wskazana, jeżeli realizuje interes społeczny. Należy przy tym pamiętać, że czym innym jest napisanie „Prezydent jest głupi i uparty jak osioł”, a czym innym stwierdzenie „Prezydent postępuje nierozsądnie nie zmieniając swojego zdania w jakieś sprawie, bowiem moglibyśmy na tym dużo zyskać”. Chodzi o to, aby przy okazji wygłaszania własnych poglądów czy krytyki nikogo nie obrażać. Nie powinniśmy atakować także życia prywatnego osoby publicznej, a więc zachowania brytyjskich bulwarówek, które bez zahamowań publikują prywatne zdjęcia np. członków rodziny królewskiej, w Polsce nie pozostaną bez żadnej odpowiedzialności.

eLuban.pl: Dziękujemy za rozmowę.

Autor: pk
comments powered by Disqus