Czwartek, 19 stycznia 2017r.

Imieniny: Henryka, Mariusza, Marty

Strona główna / Wywiady / Wszyscy czerpią z tego tylko i wyłącznie frajdę

Wywiad z reżyserem filmu „Good Luck and Good Fuck”

Wszyscy czerpią z tego tylko i wyłącznie frajdę

Nasz reporter w rozmowie z reżyserem Bartoszem Mereszką

Tylko na naszym portalu przeczytać możecie wywiad z reżyserem i pomysłodawcą filmu „Good Luck and Good Fuck”, który już w tą sobotę zobaczyć będzie można na specjalnym premierowym pokazie w kinie Wawel. Specjalnie dla nas w rozmowie Bartosz Mereszka.

eLubań: Nadchodząca premiera to wyjątkowe wydarzenie na lubańskiej scenie kulturowej – nikt przed Tobą nie zdecydował się na nakręcenie własnego pełnometrażowego filmu. Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie?

Bartosz Mereszka: Wydaje mi się, że nie należy mówić o pomyśle a o możliwości. Zrobienie filmu dziś jest tylko i wyłącznie możliwością – to nie jest żaden oryginalny pomysł. Dla mnie od zawsze zrobienie, nakręcenie filmu wydawało się atrakcyjne i jak się okazało wielu moich znajomych myślało podobnie.

eLubań: Miałeś jakieś doświadczenie w reżyserii? Czy to twój absolutny debiut?

B.M.: Moje poprzednie próby określiłbym jako nieznaczące, można więc powiedzieć, że ja w tej materii jestem kompletnym amatorem. To samo zresztą tyczy się całej ekipy filmowej. Wszyscy robimy to hobbystycznie a na co dzień zarabiamy na życie zajmując się zupełnie czymś innym.

eLubań: A dlaczego zdecydowałeś się akurat na pastisz filmów Guy’a Ritchie’ego?

B.M.: Powód jest prosty – film “Lock, Stock and Two Smoking Barrels” był inspiracją, był taka iskrą, która pomogła w podjęciu decyzji o ruszeniu z produkcją. Guy Ritchie to reżyser, który tworzy filmy ze specyficzną konstrukcją i nie każdemu się one podobają, ale ja osobiście byłem i jestem nimi zafascynowany i pomyślałem, że jeżeli mamy tworzyć taki projekt to fajnie by było żeby nasz film miał klimat a’la Guy Ritchie.

eLubań: Warto dodać, że poza reżyserią, odpowiadałeś również za scenariusz – byłeś scenarzystą, sam wszystko wymyśliłeś i napisałeś.

B.M. : W profesjonalnym przemyśle filmowym za każdą z tych rzeczy jest odpowiedzialna inna osoba. Natomiast nasz film w całości powstał własnym sumptem – musieliśmy więc sobie jakoś radzić i to grono osób, które się zaangażowało w tworzenie filmu musiało być wielozadaniowe. Aktorzy nie tylko występowali przed kamerą, ale i zajmowali się przeróżnymi technicznymi rzeczami na planie i poza nim. I rzeczywiście, jeśli chodzi o mnie, moim głównym wkładem jest napisanie scenariusza i wyreżyserowanie całości.

eLubań: No i zagrałaś jedną z ról, co będzie można zobaczyć na ekranie.

B.M.: Tak. Zagrał też operator. Należy cały czas pamiętać, że jest to przedsięwzięcie niekomercyjne. Wszyscy, których zobaczymy na ekranie poświęcili ogrom czasu i pracy w zupełności za darmo.

eLubań: No właśnie – ilu szaleńców zdecydowało się wziąć udział w tworzeniu filmu? Ile osób liczyła cała ekipa?

B.M.: Powiem nieprecyzyjnie – jeśli zsumować wszystkich, którzy brali jakiś czynny udział w tworzeniu to było to ok. 40 osób.

eLubań: Ile czasu zajmuje zrobienie całego filmu – od pierwszego klapsa a może nawet od pomysłu do finalnego efektu, który możemy zobaczyć w kinie?

B.M.: Może ciężko w to uwierzyć, ale to wszystko zajęło aż półtora roku. Oczywiście nie była to praca od rana do wieczora cały czas. W tym okresie zdarzały się momenty gdzie absolutnie nic się nie działo. Ale samo napisanie scenariusza zajęło 5 miesięcy. To oczywiste, że wymagał on wiele pracy – dobry scenariusz to podstawa dobrego filmu. Ma on kluczowe znaczenie i decyduje o finalnym powodzeniu bądź porażce. Zdjęcia natomiast udało się zrobić w przeciągu 2 miesięcy a pozostały czas to postprodukcja. Wychodzi więc, że ponad połowa to: montowanie, obrabianie tego materiału i przygotowanie premiery.

eLubań: Przed nami premiera w tą Sobotę w lubańskim kinie „Wawel”. Wiemy już, że na pierwszy seans jest komplet osób, kino będzie pełne pierwszy raz od wielu lat. Co dalej z filmem? Gdzie będzie można go zobaczyć? Co będzie działo się z nim później?

B.M.: Przede wszystkim warto jeszcze podkreślić, że ta premiera w Lubaniu ma charakter charytatywny. Dochód z tych seansów przeznaczony zostanie na leczenie Kamila Nowosielskiego i jeżeli w jakiś innych miastach będzie taka możliwość a dochodzą mnie głosy, że jest to prawdopodobne to chcielibyśmy - ja i stowarzyszenie O.G.A.R.N.I.J., które odpowiada za premierę - żeby miało to taki sam charytatywny charakter. Na razie nie chciałbym mówić o szczegółach, ale wszystko zmierza właśnie w tym kierunku.

eLubań: A po premierach kinowych? Dostanę ten film w dobrych sklepach i wypożyczalniach?

B.M.: Myślę, że powinieneś pytać w akademikach (śmiech).

eLubań: Czy jeżeli ta premiera okaże się sukcesem to będzie to motywacja do powstania kolejnych filmów? Będziemy mogli spodziewać się kolejnych premier amatorskiego, offowego kina w Lubaniu?

B.M.: Jeżeli ktoś chciałby się tym zająć to zachęcam (śmiech). Niekoniecznie do tworzenia filmów, ale do brania udziału w inicjatywach, które są niedochodowe, zajmują czas i wiążą się jedynie z dawaniem sobie satysfakcji. Ludzie aktualnie często marnują czas na rzeczy, które tej frajdy im nie dają – bezsensowne oglądanie telewizji czy przesiadywanie przed komputerem.

eLubań: Pozwolisz jednak, więc że uściślę pytanie: Czy TY i ewentualnie wasza ekipa filmowa już myśli nad kolejnym projektem?

B.M.: Myślę, jest to mój debiutancki a zarazem pożegnalny film, także wyjątkowy moment w mojej karierze reżysera (śmiech). Cieszę się, że premiera odbywa się z taką pompą, jednak myślę, że po niej będę musiał zająć się trochę poważniejszymi rzeczami. Gdybym zdawał sobie sprawę ile czasu i zaangażowania będzie od nas wymagać praca nad zrobieniem tego filmu to zapewne w ogóle byśmy się za to nie zabrali, bo uznalibyśmy, że jest to po prostu ponad nasze siły. Jeśli jednak po wszystkim okaże się, że opinie są pochlebne i całość będzie sukcesem – no to wniosek będzie prosty: w przypadku takich inicjatyw nie warto kierować się zdrowym rozsądkiem.

eLubań: W filmie mimo niskich nakładów finansowych zobaczyć można będzie trochę efektów specjalnych. Jak one powstają? Skąd wiedzieliście jak stworzyć realistyczny wybuch, czy ranę postrzałową głowy?

B.M.: . Akurat tak się złożyło, że większymi efektami pirotechnicznymi zajmowali się profesjonaliści (fireshow). A jeśli chodzi o pozostałe efekty - poradniki na youtubie (śmiech). Internet w tym przypadku jest nieocenionym źródłem wiedzy. W kilka minut można coś odnaleźć i zobaczyć jak to się robi i chwilę później po prostu to zrobić. Ale w całym filmie nie ma tego za dużo. O wiele więcej czasu niż na efekty specjalne poświęciłem na czytanie książek o konstrukcji filmu i pisaniu scenariusza, bo tego po prostu nie da się zrobić z głowy, bez przygotowania merytorycznego.

eLubań: Podsumowując - zrobiliście coś z niczego. Mając małe środki i doświadczenie udało wam się zainteresować tym co stworzyliście mnóstwo osób. Jaki jest przepis na sukces?

B.M.: Jest oczywiste, że zainteresowanie filmem wynika z faktu, że został zrealizowany w Lubaniu oraz, że dochód z seansu przeznaczamy na pomoc Kamilowi. O prawdziwym sukcesie będzie mowa gdy film zostanie dobrze przyjęty przez publiczność. Może być z tym różnie, bo jak wiadomo Guy Ritchie, którym się inspirowaliśmy, przypada do gustu „specyficznej” grupie odbiorców. Ale jak już mówiłem udało mi się zaangażować do produkcji tego filmu około 40 osób a organizacją premiery zajmuje się dodatkowo ponad 20 osób. Wszyscy czerpią z tego tylko i wyłącznie frajdę. W ludziach drzemie niesamowity potencjał do robienia rzeczy kreatywnych, a myśl o satysfakcji jaka z nich płynie motywuje do działania.

eLubań: Dziękujemy za rozmowę.

Autor: pk
comments powered by Disqus