Okazuje się, że dla złodziei nie ma rzeczy bezwartościowych. Nie wiadomo ile rzeczy ginie z lubański urzędów, bowiem nikt oficjalnie nie chce o tym mówić. Na „petentów”, którzy do publicznych instytucji nie przychodzą załatwić formalności poskarżył się natomiast Wrocław.
W stolicy Dolnego Śląska zdarzają się osoby, które w urzędzie potrafią opróżnić lodówkę, wynieść komputer, zdemontować umywalkę i zdjąć ze ściany świeżo położone kafle.
– Kolega był w toalecie. Wrócił i zdziwił się, że od kilku dni nie ma tam deski sedesowej. Myślał, że ekipa remontowa ją zdemontowała. Zadzwonił do nich z pytaniem kiedy ją zwrócą. Usłyszał, że nic tam nie robili. Okazało się, że ktoś wszedł do ubikacji i wyniósł deskę sedesową – mówi rzeczniczka jednego z wrocławskich urzędów.
Mydło, papier toaletowy czy ręczniki to rzeczy, które w swojego rodzaju rankingu kradzieży w urzędach zajmują pierwsze miejsca. Dopiero co położone - potrafią zniknąć już po 15 minutach. To właśnie dlatego coraz częściej w urzędach ciężko znaleźć ogólnodostępną toaletę.
Ale to nie koniec pomysłowości złodziei. W jednym z wrocławskich szpitali ktoś ukradł świeżo położoną glazurę. Jak? Klej nie zdążył jeszcze wyschnąć i kafle zdjęto ze ściany. Inny przykład – w biały dzień, w jednym z biur obsługi klienta we Wrocławiu zniknął duży, stacjonarny komputer.
– To było małe pomieszczenie – opowiada urzędniczka: – Było ciasno i w długiej kolejce stali interesanci. Chcąc przyspieszyć obsługę wprowadzenie różnych danych do komputera zostawiliśmy na koniec dnia. Gdy zobaczyłam czarny ekran pomyślałam, że komputer się zawiesił. Do dziś nie wiem, jak ktoś go wyniósł spod biurka.
Ot, ułańska fantazja złodziei...
Napisz komentarz
Komentarze