Sobota, 21 kwietnia 2018r.

Imieniny: Anzelma, Bartosza, Feliksa

Strona główna / Wywiady / Z Kalifornii na igrzyska

Rozmowa z Rafałem Kusto

Z Kalifornii na igrzyska

Z Kalifornii na igrzyska

Rafał Kusto to wielki talent. Wie o tym każdy, kto choć trochę interesuje się młodzieżowym pływaniem. Utalentowany wychowanek UKS Orka Lubań bije rekordy i zdobywa kolejne medale, nie tylko na zawodach rangi krajowej. Jego marzeniem jest nie tylko start na igrzyskach olimpijskich, ale wielki finał. Aby zrealizować marzenie i wskoczyć na jeszcze wyższy poziom po zdaniu matury wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, by kontynuować naukę w Kalifornii.

Czytając sprawozdania z zawodów, w których brałeś udział Twoje nazwisko regularnie pojawiało się na czołowych miejscach. Przypomnij proszę najważniejsze wydarzenia w 2017 roku z Twojej perspektywy.

- Sezon 2016/2017 faktycznie był bardzo bogaty w dobre wyniki z mojej strony. Sezon rozpoczął się we wrześniu 2016 roku. Pierwsze ważne zawody odbyły się w grudniu. Były to mistrzostwa Polski seniorów w Olsztynie. Udało mi się pobić dwa rekordy Polski juniorów na 100 i 200 metrów stylem klasycznym. Na tych zawodach udało mi się wywalczyć brązowy medal. Następnie w marcu bieżącego roku wystartowałem w Gorzowie Wielkopolskim w mistrzostwach Polski juniorów. Najbardziej zapamiętałem start na 200 metrów stylem klasycznym. Jak dopłynąłem do ściany wiedziałem, że jest 2.06, ale nie wiedziałem jakie są setne. Dopiero komentator ogłosił, że wyrównałem rekord Polski seniorów. Wynik dał mi złoty medal. Początkowo nie potrafiłem zapanować nad emocjami. Później jednak jak już się opanowałem zdałem sobie sprawę, że aby wymazać stary rekord i sprawić by w rubryce widniało wyłącznie moje nazwisko zabrakło jednej setnej sekundy. Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i mam nadzieję, że wynik uda mi się jeszcze w tym roku poprawić. Dodam, że podczas zawodów w Gorzowie Wlkp. zdobyłem jeszcze dwa medale – brązowy na 50 i złoty na 100 metrów stylem klasycznym. Pod koniec maja wystartowałem w mistrzostwach Polski seniorów, które były kwalifikacją do mistrzostw Europy juniorów oraz mistrzostw świata juniorów. W mistrzostwach Starego Kontynentu wystartowałem na 50, 100 i 200m stylem klasycznym. Startu na 50m nie będę wspominał najlepiej, ale na 200m zająłem czwarte miejsce. Natomiast na 100m pobiłem swoją życiówkę i byłem piąty. Kolejnego dnia z kolegami ze sztafety zdobyliśmy brązowy medal. Miesiąc później wystartowałem na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Warszawie. Choć do zawodów specjalnie z trenerem się nie szykowaliśmy zająłem pierwsze miejsce na 200m oraz drugie na 50 i 100m stylem klasycznym. Osiągnięte wyniki pozwoliły mi zostać najlepszym zawodnikiem tej imprezy. Po zawodach przyszedł czas na najważniejszą imprezę sezonu.

Masz na myśli mistrzostwa świata juniorów?

- Tak. Odbyły się w Indianapolis. W Stanach Zjednoczonych wraz z trenerami i kolegami z kadry byliśmy tydzień przed zawodami oraz tydzień po zawodach. Samą rywalizację sportową wspominam bardzo dobrze. Organizacja była na najwyższym poziomie. Z czymś takim wcześniej się nie spotkałem. Każdy start co do minuty zgrywał się z rozpiską. Tak samo było z dekoracjami zwycięzców. Dzięki temu można było wejść na rozgrzewkę o tej godzinie, o której to było zaplanowane. Było wiadomo, że się nie spóźni ani nie przyjdzie zbyt wcześnie na start. Na 200m niestety nie udało mi się dostać do finału. Na 50m dotarłem do półfinału, gdzie zająłem dziewiąte miejsce. Na koniec z trzecim czasem dostałem się z kolegami do finału sztafety na 4x100m stylem zmiennym. Poprawiliśmy czas z eliminacji, ale ukończyliśmy zawody na piątym miejscu. Nie udało mi się do końca trafić z formą, ale przy napiętym grafiku tak niestety może się zdarzyć. Z wyników jestem jednak bardzo zadowolony.

Wspomniałeś, że w Stanach Zjednoczonych byłeś nie tylko na zawodach. Jak spędziliście czas poza sportowymi obiektami?

- Między innymi dostaliśmy propozycję odwiedzenia dwóch uczelni aby zobaczyć jakie są warunki edukacji i trenowania. Po tym co zobaczyłem wiem jaka jest różnica pomiędzy polskimi i amerykańskimi uczelniami. Trenerzy w profesjonalny sposób przestawili możliwości rozwoju i co za tym idzie podniesienia swoich umiejętności. Mogę już zdradzić - wspólnie z rodzicami podjęliśmy decyzję, że pierwszy rok studiów spędzę w amerykańskiej szkole. Gdybym rozpoczął naukę na polskiej uczelni nie mógłbym już wyjechać do Stanów Zjednoczonych. W razie powrotu nie będzie natomiast problemu bym rozpoczął studia w Polsce. Będę musiał zdać kilka testów ale wydaje mi się, że będzie to tylko formalność.

Wakacje spędziłeś zatem bardzo aktywnie…

- Po powrocie do domu przez tydzień nie chodziłem na treningi i mogłem chwilę odpocząć. Głównie psychicznie. Regeneracja psychiczna w tym sporcie jest bardzo ważna. Pływanie jest bardzo monotonne. Jak się chodzi na treningi dwa razy trzeba wskoczyć do zimnej wody, a potem pływać od ściany do ściany. To sport indywidualny i wpływa na psychikę. Kilka dni pozwoliło mi się zregenerować i pomyśleć nad celami na przyszłość. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.

Zanim wyruszysz w świat, co ważnego przed Tobą?

-W listopadzie będziemy kwalifikować się do mistrzostw Europy seniorów na krótkim basenie, które odbędą się w Kopenhadze. Jeśli uda mi się dostać, to będzie moja pierwsza duża impreza seniorska w skali europejskiej. Nie ukrywam, że moim głównym celem na sezon 2017/2018 będzie matura.

 Twoje sportowe marzenie?

- Celem minimum jest udział w Igrzyskach Olimpijskich. Ale to nie jest szczyt marzeń i moich możliwości. Jeśli uda mi się już pojechać, to się tym nie zadowolę. Będę ścigał się o finał. Wtedy będę mógł powiedzieć, że coś w sporcie osiągnąłem.

Wspomniałeś, że w przyszłym roku zdajesz maturę. Przy takim natłoku sportowych obowiązków miałeś czas aby spokojnie posiedzieć przy książkach?

- Zdaję sobie sprawę, że jeżeli nie będę osiągał coraz lepszych sukcesów będę musiał mieć zapewnione wykształcenie aby po powrocie do Polski móc pójść do szkoły. Nie ukrywam, że z czasem na naukę jest ciężko, szczególnie pod koniec tygodnia. Wówczas człowiek jest naprawdę wyczerpany. Codziennie wstaję o 5.20. Trening, szkoła, po szkole chwila na małą regenerację, znów trening i powrót do domu po 18, szybka kolacja i dopiero wtedy jest czas na naukę. Mimo zmęczenia zawsze staram się ten czas jak najlepiej wykorzystać. Po ciężkim dniu trzeba się położyć maksymalnie o 22. Nie będę jednak ukrywał, że czasem zmęczenie bierze górę i ląduję w łóżku wcześniej.

Autor: red.
comments powered by Disqus